WYKŁAD „GEOPOLITYKA PUTINA”

To, co Putin zobaczył w tym okresie i to, co musieli mu mundurowi – według ich relacji to było pokazywać okropne, po prostu okropne. Rosja przy Jelcynie obrała kurs na to, by w ogóle niczego nie mieć, być po prostu takim globalnym wysypiskiem. Jak Chakamada zaproponowała brać ogromne pieniądze za zakopywanie tu nuklearnych odpadów, mówi: „No, najlepszy biznes. W Rosji, tak czy inaczej, upośledzony naród. Lepiej więc odpady zbierać tu. To będzie progresywny rozwój, modernizacja naszego społeczeństwa.”

I w konsekwencji w takim stanie społeczeństwo i było. To znaczy, sprzedać czeczeńskiemu terroryście własny pistolet – to prywatyzacja pistoleta. Management – „nie pozwól sobie przepaść”, „myśl o sobie”. Tak właśnie przyjmowane były liberalne wartości w społeczeństwie pod koniec lat 90-tych, gdy nienawiść ku Rosji była po prostu normą.

Teraz, pewnie, już trudno sobie wyobrazić, ale normą każdego pod koniec lat 90-tych, gdy nienawiść ku Rosji była po prostu normą. Teraz, pewnie, już trudno sobie wyobrazić, ale normą każdego dziennikarza było napluć na własny naród, na własną historię. Teraz, pewnie, już trudno sobie wyobrazić, ale normą każdego dziennikarza było napluć na własny naród, na własną historię. Nowodworska, jeśli jeszcze pamiętacie taką damę, ona nie schodziła z ekranów, komentowała wszystko absolutnie w swoim kluczu. Ją oklaskiwali członkowie rządu na Kremlu i tak dalej. I taka była atmosfera.

Rozpatrywać będziemy geopolitykę Związku Radzieckiego

Była też zupełnie nieoczywista w pracach admirała Mahana w USA, który mówił o tym, że los świata będzie rozwijać się w przeciwstawności morskiego państwa USA i lądowej Rosji. To znaczy, że na początku XX wieku geopolityczne konstrukcje miały charakter sporny: był to jeden z prognostycznych instrumentów analizy sytuacji. I po '45 roku, szczególnie w roku '47, gdy zaczyna się „zimna wojna”, widzimy mapę położenia dwóch obozów: obozu radzieckiego i obozu kapitalistycznego, ściśle odpowiadającą tym geopolitycznym modelom. Mackinder pięćdziesiąt lat przed tym, gdy stało się to już polityczną rzeczywistością na geopolitycznym poziomie, wykorzystując cywilizowany, strategiczny, socjologiczny charakter społeczeństw, które rozpatrywał, w zasadzie przygotował matrycę dla tego geopolitycznego mappingu, który stał się już absolutnie realny po '45 roku. To jeden z unikalnych przykładów stosowności geopolitycznego podejścia z punktu widzenia planowania przyszłości. Skończyło się na tym, że Związek Radziecki, Chiny, państwa zawojowane przez ZSRR, w istocie przyłączone do bloku wschodniego w trakcie II Wojny Światowej (Wielkiej Wojny Ojczyźnianej) – wszystko to razem, włączając Wietnam i Kubę w latach 60-tych, wszystko to kształtowało Heartland: takie globalne lądowe społeczeństwo ze wszystkimi głównymi lądowymi cechami, w którego centrum stała stolica Heartlandu, Moskwa, jako Trzeci Rzym (znów – Rzym). Odpowiednio, i światowa Kartagina, która swoją cywilizację w pełni zbudowała na wartościach handlowych, w społeczności rynkowej jako siła opozycyjna. Tym sposobem, w drugiej połowie XX wieku mapa geopolityczna pokryła się z mapą polityczną. Świat dwubiegunowy, który złożony był w oparciu o równowagę systemów socjalistycznego i kapitalistycznego, był z punktu widzenia geopolitycznego potwierdzeniem prognoz Mackindera, światem planetarnym.

CYWILIZACJA PÓŁNOCNO-AMERYKAŃSKA I JEJ PODSTAWY

Na początku powstania trzynastu kolonii przeciw mocarstwu, każda z nich ogłosiła się niezależnym państwem – stanem. Termin ten, w kontekście amerykańskiej historii, zazwyczaj tłumaczy się jako „stan”, lecz samo słowo, w sensie prawnym, nie ma żadnego znaczenia, oprócz „mainstreamowego”. W języku angielskim termin „state” oznacza tylko i wyłącznie „państwo”, w pełnym znaczeniu tego słowa – suwerenny podmiot polityczny (jak w definicji Machiavellego, Hobbesa lub Bodina), który nie uznaje żadnego ponadnarodowego autorytetu [1]. Dlatego też, z prawnego punktu widzenia, bunt kolonii był deklaracją suwerenności trzynastu nowo utworzonych podmiotów narodowych i państwowych. Dlatego pełna nazwa Stany Zjednoczone Ameryki powinna być tłumaczona na Zjednoczone (bądź Wspólne, Sprzymierzone) Państwa Ameryki. To, że chodzi nie o państwo, ale o państwa, jest prosto stwierdzone i zaakcentowane w samej nazwie. Trzynaście kolonii stało się trzynastoma państwami.

Wojna: powstrzymać ją czy wygrać?

Zaczęło się. 13 kwietnia w piątek zaczęła się końcowa bitwa. Poprzedził ją ciąg wydarzeń, które przygotowywały uderzenie Amerykanów i ich sojuszników na Damaszek: pseudo-otrucie Skripala, sfingowany chemiczny atak, wstępny uderzenia Izraela itd., co zresztą nie ma już żadnego znaczenia. To wojna USA, Anglii i Francji (t.j. atlantyckiego bloku) przeciwko Rosji i sojusznikom, przede wszystkim Iranowi. Syria to miejsce tego eschatologicznego starcia. USA i ich sojusznicy o wykorzystanie chemicznej broni oskarżyli Rosję. Ale do czego potrzebowali sprawy Skripala? To wojna przeciw nam. Przeciwko każdemu z nas. Nikt się nie odwróci. I to, że my nie jesteśmy winni, nie ma żadnego znaczenia. To pretekst, o którym już zapomniano w akcie bezpośredniej agresji przeciwko nam.

Chrześcijaństwo i nauka

Chrześcijaństwo nie ma dogmatycznej kosmologii. Teologia, soteriologia, nauka o duszy, moralność – one są opisane dokładnie. Jest też określona dogmatyczna nauka o strukturze historycznego procesu. Ale o fizyce, materii, botanice, biologii takiej twardej kodyfikacji nie ma.

Można zaproponować umowny schemat: kosmologia – baza, teologia – nadbudowa, niekoniecznie interpretując ich po marksistowsku – że niby baza ważniejsza. Można uważać dokładnie na odwrót, ale dla nas ważniejsze jest to, by przemyśleć ten schemat, nie wartościując.

To pozwala współczesnym chrześcijanom godzić „wiarę” z „nauką”. Jeśli wobec historii, biblijnej chronologii czy nauki o duszy to zrobić trudno, o tyle wobec fizyki, chemii, biologii, astronomii, botaniki, zoologii itd. – wydaje się, że łatwo. Ale tylko się wydaje.

Globalizacja i jej wrogowie

W każdym projekcie powinny być „kozły ofiarne”. W obecnych warunkach Arabię Saudyjską i Izrael być może trzeba będzie złożyć w ofierze panislamskiemu, niewahabistycznemu, antyzachodniemu projektowi, jeśli sami nie postarają się znaleźć sobie miejsce w eurazyjskiej geopolityce Bliskiego Wschodu. To właśnie wpływa na nasze stanowisko w Pakistanie i Afganistanie, ponieważ stając się przyjacielem i obrońcą islamskiego świata, biorąc pod uwagę czynnik Trumpa, trzeba koniecznie zacząć myśleć o stosunkach i z tymi krajami.
Inne stanowisko w takim układzie zajmuje nawet radykalny islamizm, który dotąd był naszym przeciwnikiem, gdy rządził się z Arabii Saudyjskiej z oparciem o USA i Izrael. Stając po stronie islamskiego świata w całości, Rosja może zmienić relacje i z nim, jeśli, gdy przyjdzie kolej, zmieni swój stosunek do chrześcijan, sufitów i zacznie brać pod uwagę prawa geopolityki. W rozwoju sytuacji, nie otrzymując więcej zachodniego wsparcia, radykalny islamizm, zmieniwszy swoją naturę, potencjalnie może nawet stać się przy określonych warunkach naszym sojusznikiem. To dlatego, że dziś każdy antyzachodni element zaczyna pracować na naszą korzyść. Dla przykładu, gdy Turcy zmienili swoje podejście do Amerykanów, od razu przestali wspierać radykałów na Północnym Kaukazie. Jeśli „Bracia Muzułmańscy” przypomną sobie swoje sufickie korzenie, a Katar, tradycyjnie protektor salafizmu, zbliży się do nas, Turcji i Iranu jeszcze bardziej, wektor radykalnego islamu może się kardynalnie obrócić.

Najbardziej ruski obwód Rosji

Wszystko to razem zrodziło biełgorodzki cud. Zdawałoby się, że to nic nadzwyczajnego: wszystko jest racjonalne i zoptymalizowane, i wszystkie środki znajdują się w samym obwodzie. Żeby jednak wszystko się udało, niezbędna jest, jak się okazuje, szczęśliwa zbieżność kilku czynników: głębokiego patriotyzmu i wewnętrznego przekonania gubernatora, jedności i wewnętrznego zintegrowania obwodowej elity administracyjnej, odpowiedniego ducha wśród inteligencji, optymistycznie nastawionego ludu - gorąco popierającego wszystkie te przedsięwzięcia i za wszystko wdzięcznego. I to jednak nie wystarczy. By Biełgorodczyzna była taka, jak dziś, potrzebne jest by kochać swój lud, swoją ziemię, mieć wielkie serce i uczynić swoimi życiowymi zasadami honor i sprawiedliwość. Że zdarza się to tak rzadko, że nie wierzymy własnym oczom - to bardzo, bardzo źle. Ani jednak gubernatorowi Sawczenko, ani mieszkańcom Biełgorodu i całego obwodu nie przeszkadza nic i nikt, nawet jeśli ktoś chciałby. Wiara i miłość zwyciężają na swej drodze wszystko.
Na konferencji w Biełgorodzie delegacja Carygradu rozważała wzorce przyszłego porządku światowego i rolę, którą ma w nim do odegrania Rosja. Miejsce zostało wybrane najlepsze z możliwych: w Biełgorodzie przyszłość materializuje się już dziś. Przyszłość ruskiego solidarnego społeczeństwa, zbudowanego na duchowości, ludowości i sprawiedliwości.

Paradygmat geopolityczny wobec paradygmatu etnopolitycznego: Aleksandr Dugin i ruch identytarystyczny

Niżej zamieszczam rozdział napisanej w 2010 r. i niepublikowanej pracy zestawiającej doktrynę i działalność francuskiego ruchu identytarystycznego oraz eurazjatyzmu Aleksandra Gielewicza Dugina. Dziś wiele zawartych tu informacji należałoby uzupełnić lub zaktualizować, tekst daje jednak ogólne pojęcie o ówczesnym nachyleniu obydwu wymienionych środowisk. Pamiętać należy jednak, że od czasu gdy spisano te uwagi, obydwa przedstawione środowiska ewoluowały doktrynalnie i organizacyjnie. Pozostawiłem też spolszczoną wersję nazwy Identitaires, choć od tego czasu przyjęło się w języku polskim mówić raczej o „identytarystach” i o „ruchu identytarystycznym” - w takiej formie językowej są one przywołane między innymi w polskim tłumaczeniu głośnej w ostatnim czasie powieści Michela Houllebecque'a Uległość.

 

Absolutny Początek (David Bowie)

Absolutny Początek, którego nie ma i być nie może, jest jednak osią zakazanego, heroiczną wiedzą przekazywaną przez łańcuch tajemnicy. W statycznym obrazie metafizyki – ze zmiennym i względnym dnem i absolutnym, stałym szczytem – niektórzy dostrzegą ekscytujące perspektywy w paradoksach związanych z rzekomym ryzykiem życia. Jest coś, co przecina dualizm logiczny i religijny – to Wieczny Początek, tajemniczy promień, który jest jednocześnie zamknięty i otwarty. Wobec niego wszystkie wielkie proporcje i trzy światy tracą znaczenie. Dno i szczyt odwracają się, dokonując niemożliwych i niewiarygodnych zaślubin nieba i piekła, o których pisał genialny Blake.

Oto „doktryna gwiazd”.

Thelemici, zwolennicy Francuza Rebelais’a i Anglika Crowleya wierzą, że „każdy mężczyzna i kobieta jest gwiazdą”. W przedstawicielu naszego przegrywającego gatunku kończącego swoją historię pod ciężarem banalności Banku Światowego i wolnego rynku, biologicznej imitacji istoty dumnej i anielskiej thelemita dostrzega gwiazdę niosącą lśniący promień lodu. Przez bałagan pokrywający duszę przebija dziwne, niemożliwe, oszałamiające światło.

Projekt Wielkiej Europy. Geopolityczny szkic przyszłości świata wielobiegunowego

Wraz ze zmierzchem i zniknięciem pod koniec ostatniego wieku bloku państw socjalistycznych w Europie Wschodniej, pojawiła się potrzeba nowej wizji geopolityki światowej opartej na nowym podejściu. Ale inercja myślenia politycznego i brak wyobraźni historycznej wśród politycznych elit zwycięskiego Zachodu przywiodły do uproszczonej alternatywy: koncepcyjna baza w postaci zachodniej demokracji liberalnej, społeczeństwa opartego na gospodarce rynkowej, i strategicznej dominacji USA na skalę światową, stały się jedynym rozwiązaniem dla wszystkiego rodzaju narastających wyzwań, oraz uniwersalnym modelem który powinien zostać bezpośrednio zaakceptowany przez całą ludzkość.

Ta nowa rzeczywistość wyrasta przed naszymi oczyma – rzeczywistość one world zorganizowanego całkowicie w oparciu o paradygmat amerykański. Wpływowy neokonserwatywny think-tank we współczesnych USA odnosi do tej rzeczywistości bardziej odpowiadający jej termin – „globalne imperium” (czasem „życzliwe imperium” – R. Kagan). Imperium to jest jednobiegunowe i koncentryczne z samej swej natury. W centrum znajduje się „bogata Północ”, wspólnota atlantycka. Cała reszta świata – strefa krajów nierozwiniętych lub rozwijających się, uznawanych za peryferyjne – ma zgodnie z przewidywaniami podążać w tym samym kierunku i tą samą drogą, którą państwa zachodniego rdzenia przebyły na długo wcześniej.

Metafizyka Narodowego Bolszewizmu

Termin “narodowy bolszewizm” może posiadać wiele całkiem odmiennych znaczeń. Pojawił się niemal równocześnie w Rosji i w Niemczech – celem jego użycia przez niektórych politologów była chęć zaznaczenia ich przypuszczenia, iż bolszewicka rewolucja 1917 roku miała w istocie narodowy charakter, ukryty za fasadą ortodoksyjnie marksistowskiej internacjonalistycznej frazeologii. W Rosji pojęciem „narodowi bolszewicy” powszechnie określano tych komunistów, którzy pragnęli zabezpieczyć integralność terytorialną swego kraju i (świadomie lub nie) kontynuowali historyczną wielkorosyjską misję geopolityczną. Ci rosyjscy narodowi bolszewicy byli zarówno wśród „białych” (Ustriałow, smienowiechowcy, lewicowi zwolennicy eurazjatyzmu), jak i wśród „czerwonych” (Lenin, Stalin, Radek, Leżniew itd.). (1) W Niemczech analogiczne zjawisko łączono ze skrajnie lewicowymi nurtami nacjonalizmu lat dwudziestych i trzydziestych, łączących idee nieortodoksyjnego socjalizmu, pryncypia narodowe i pozytywny stosunek do Rosji Radzieckiej. Wśród niemieckich narodowych bolszewików Ernst Niekiesch bez wątpienia był najbardziej konsekwentny i radykalny. Mniej lub bardziej powiązani z tą ideą byli niektórzy konserwatywni rewolucjoniści, tacy jak Ernst Juenger, Ernst von Salamon, August Winnig, Karl Petel, Harro Schultzen-Beysen, Hans Zehera, czy komuniści Laufenberg i Wolffheim, a nawet niektórzy skrajnie lewicowi narodowi socjaliści, jak Strasser, czy – przez pewien okres – Josef Goebbels.

W rosyjskim systemie wartości nie ma miejsca dla równości i braterstwa

N. Dalamtowa:Aleksandrze Gieliewiczu, rozpatrując i rozumiejąc narodową solidarność jako proces, chciałoby się zrozumieć, co może być punktami skupienia w tym procesie? Wymienił pan aspekty przestrzenne i geograficzne, wspomniał pan religijne. Co w obecnym momencie może być punktami skupienia: jakie czynniki wewnętrzne i zewnętrzne? 

A. Dugin: Wie pani, Benedict Anderson, jeden ze znanych specjalistów w kwestii nacjonalizmu, twierdził że naród to imagined community, to znaczy, wspólnota wyobrażona. Zanim pojawi się naród, pojawiają się nacjonaliści. To bardzo interesujące spostrzeżenie. Można to odbierać krytycznie, można to odbierać neutralnie, on sam miał jednak na myśli jedno: naród, przede wszystkim, jest zjawiskiem współczesnym, jest on związany z polityczną samoorganizacją społeczeństwa w epoce rewolucji burżuazyjnych i później. Naród do czasów rewolucji burżuazyjnych, z punktu widzenia socjologii, nie istniał. Istniały inne średniowieczne formy wspólnot, które były bardziej złożone niż narody. Zanim zatem pojawiły się narody, formujące się w epoce nowożytnej, w epoce Oświecenia, w burżuazyjnym świecie z burżuazyjnymi rewolucjami, poprzedziło je pojawienie się doktryn nacjonalistycznych. 

Guy Debord nie żyje. Spektakl trwa

Podporządkowując sobie człowieka i społeczeństwo, zastępując istnienie i doświadczenie “reprezentacjami”, system rozwinął doskonałą metodę wyzysku i zniewolenia. Kiedyś część ludzi była jego własnością, potem kontrolowały ich więzienia i fabryki, dziś robi to telewizja. System zwyciężył nad życiem.

“Nieprzerwana akumulacja obrazów daje widzowi poczucie, że wszystko jest dozwolone, jednocześnie upewniając go, że nic nie jest możliwe. Patrz na wszystko, ale nie dotykaj. Nowoczesny świat stał się muzeum, gdzie najważniejszym strażnikiem jest bierny odwiedzający.”

Błyskotliwa definicja społeczeństwa spektaklu. Czy nie dostrzegamy jej głębi patrząc na pozbawiony szans atak na wieżę telewizyjną Ostankino, symbol kłamstw systemu, w 1993? Może już wtedy intuicyjnie rozumiano myśl Deborda: „Wzorów na zmianę świata nie znajdziemy w książkach, ale w konkretnych doświadczeniach. Konieczne jest ukazanie ścieżki w jasnym świetle dnia, aby nie pozostało nic z iluzji. Uderzające spotkanie, nieoczekiwane przeszkody, wielkie zdrady, urok ryzyka – wszystko to wystarczy do rewolucyjnego poszukiwania Świętego Grala Rewolucji, której nikt nie chciał.”

Dekonstrukcja demokracji

Dla nas, platoników, demokracja jest fałszywą nauką, opiera się na świecie, którego nie ma, oraz na społeczeństwie, które nie ma prawa istnieć. 

Nie jest dziś możliwy obiektywny osąd demokracji. Nie jest ona koncepcją neutralną: za demokracją, jako za ustrojem politycznym i za odpowiadającym jej systemem wartości stoją Zachód, Europa i USA. Dla nich demokracja jest formą świeckiego kultu, czy też narzędziem politycznej dogmatyki. Dlatego, aby zostać przyjętym do zachodniej społeczności, należy, w domyśle, być za demokracją. Ten, kto poddaje ją w wątpliwość, wypada z pola poprawności politycznej. 

Jeśli jest to ktoś marginalny, można to ścierpieć, jeśli chodzi o osobę będącą kimś więcej niż przedstawicielem politycznego marginesu, to demokracja uruchamia koło zamachowe represji (jak każdy reżym, każda ideologia, każda dominująca religia). Dlatego nie można mówić o demokracji w sposób bezstronny. Dlatego w rozważaniach o demokracji należy od razu powiedzieć: jesteśmy całkowicie za, lub całkowicie przeciw. Odpowiem zupełnie szczerze: jestem przeciw. Ale jestem przeciw tylko dlatego, że Zachód jest za. Nie zwykłem bezmyślnie i bezkrytycznie przyjmować czegokolwiek na wiarę, nawet jeśli wszyscy w to coś wierzą. Tym bardziej, jeśli towarzyszy temu nacisk i ukryta (lub jawna) groźba. Radzicie mi, bym oparł się na własnym rozumie, tak? Zacznę od tego, że rozum radzi mi odrzucić wszelkie sugestie. Wolności nikt nam nie może dać. Albo ona jest, albo jej nie ma. Niewolnik nawet wolność obróci w niewolę albo chociaż w świństwo, człowiek zaś wolny nawet w kajdanach nigdy nie będzie niewolnikiem. (Platon przebywając w niewoli nie stał się w żaden sposób mniej Platonem, człowiekiem wolnym, gdy tymczasem imię tyrana Dionizosa do dziś wypowiadamy z pogardą – który z nich jest więc niewolnikiem?). Ponadto, jak mówi dostępny na rynku podręcznik do analizy technicznej: The majority is always wrong. 

 

Maoizm jest dla mnie zbyt nowoczesny

Ja bronię wielości cywilizacji i odrzucam uniwersalność zachodniego wzorca rozwoju społecznego. Mocno sprzeciwiam się wszelkim rodzajom ksenofobii i nacjonalizmu jako burżuazyjnej sztucznej i ze swej istoty nowoczesnej konstrukcji. 

Nie jestem komunistą ani marksistą, ponieważ odrzucam wszelkiego rodzaju materializm i ideę postępu. Najwłaściwsze dla opisania moich poglądów są Czwarta Teoria Polityczna i tradycjonalizm.

Trzeci totalitaryzm (krytyka z pozycji Czwartej Teorii Politycznej)

W naukach politycznych koncepcja totalitaryzmu jest zawężana do ideologii komunistycznej i faszystowskiej, które otwarcie głosiły wyższość całości (klasy i społeczeństwa w komunizmie i socjalizmie; Państwa w faszyzmie, rasy w narodowym socjalizmie nad partykularyzmem (jednostką).

Sprzeciwiały się one ideologii liberalnej, dla której przeciwnie, partykularyzm (jednostka) jest wywyższona ponad całość (jak gdyby ta całość nie mogła być rozumiana taką jaką jest). Liberalizm zatem zwalcza totalitaryzm jako taki, w tym komunistyczny i faszystowski. Ale czyniąc to, sam termin „totalitaryzm” ujawnia swe złączenie z ideologią totalitarną – i ani komuniści, ani faszyści nie zgodzili by się z tym określeniem. Tak więc każdy kto używa słowa „totalitaryzm” jest liberałem, bez względu na własną świadomość tego.

Na pierwszy rzut oka ten obraz jest idealnie czysty i nie pozostawia miejsca na dwuznaczność – komunizm jest pierwszym totalitaryzmem, faszyzm drugim. A liberalizm jest jego antytezą, odrzucającą całość i przedkładająca ponad nią partykularyzm. Jeśli się tu zatrzymamy, uznamy że Era Moderny rozwinęła tylko dwie ideologie totalitarne – komunizm (socjalizm) i faszyzm (nazizm), ze swoimi wariacjami i niuansami. Ale liberalizm, jako teoria polityczna która pojawiła się przed nimi i przetrwała najdłużej, nie mógł być nazywany totalitarnym. Stąd wyrażenie „trzeci totalitaryzm”, które sugeruje rozciągnięcie nomenklatury totalitarnych ideologii na liberalizm, wydaje się nie mieć sensu.

Strony