Tradycja przeciw Ponowoczesności

  1. W tradycjonalizmie jako w filozofii i w światopoglądzie istnieje komponenta wyraźnie rewolucyjna. U Evoli jest ona wyrażona wyraźnie (teza o powstaniu przeciw światu współczesnemu). Ale u Guénona jest ona także obecna w nie mniejszym, jeśli nie w większym stopniu (w tym sensie adekwatny jest tu artykuł René Alleau Guénon i Marks). Dwie formy – współczesność i Tradycja – są sobie w pełni przeciwstawne. Dlatego tradycjonalista stoi świadomie w opozycji wobec świata współczesnego (jak biel wobec koloru, marksista wobec kapitalisty itd.). Świat współczesny ma przewagę, zatem tradycjonalista jest powstańcem, rewolucjonistą, wojownikiem przeciw „ciemnemu wiekowi”.
  2.  Dziś na Zachodzie nie zawsze ma to miejsce. Tradycjonalista może tam być społecznym konformistą lub marginalnym neospirytualistą. To zachodzące tam zanieczyszczenie tradycjonalizmu tym, wobec czego powinien być on antytezą – przez świat współczesny. To anomalia, jeśli tradycjonalista nie jest w pełni powstańcem, nie jest on wówczas tradycjonalistą. Evola uważał że walczyć trzeba zawsze i walczył. Guénon uważał że wszystko stracono wraz z człowieczeństwem, i zerwał z nim(удалился от него), miotając na niego z Kairu gromy gniewu. Żaden z nich nie został urzędasem lub trybikiem w machinie świata współczesnego. Ten, kto został, jest zdrajcą tradycjonalizmu i powinien być z niego wykreślony.

WYŻEJ NIŻ ATLANTYK I EURAZJA: EUROPA

Podczas ostatnich skurczów systemu jednobiegunowego które wstrząsnęły światem mieszając w geopolityce, jeszcze wyraźniej ujawnił się podskórny i nigdy nie wyblakły konflikt pomiędzy siłami tellurycznymi a siłą oceaniczną. W kontekście stosunków międzynarodowych, narastający konflikt pomiędzy Wschodem a Dalekim Zachodem świata staje się coraz ostrzejszy, podczas gdy narody i kraje przestrzennie makrokontynentalne na nowo odkrywają swoje własne, naturalne powołanie imperialne, rozciągając swoje wpływy dla utworzenia własnych rozleglejszych obszarów regionalnych, by osiągnąć większą stabilność i ostatecznie stworzyć sobie możliwość ponownego pojawienia się na scenie polityki międzynarodowej, stając się na powrót pionkami na wielkiej globalnej szachownicy.

Globalny Sojusz Rewolucyjny: Manifest

 Żyjemy pod koniec cyklu historycznego. Wszystkie procesy konstytuujące sens historii znalazły się w logicznym impasie.

Koniec kapitalizmu. Rozwój kapitalizmu osiągnął swoją naturalną granicę. Światowy system gospodarczy może zrobić tylko jedną rzecz – zapaść się w otchłań. Poprzez postępujący wzrost znaczenia instytucji czysto finansowych – wpierw banków, później bardziej złożonych struktur giełdowych – współczesny system kapitalistyczny wziął całkowity rozbrat z rzeczywistością, z równowagą popytu i podaży, ze stosunkiem produkcji do konsumpcji, z prawdziwym życiem. Całe bogactwo świata na skutek zawiłych manipulacji i budowy piramid finansowych znalazło się w rękach światowej oligarchii finansowej. Oligarchia doprowadziła nie tylko do dewaluacji pracy, ale także kapitału połączonego z rynkami podstawowymi, opanowała leasing finansowy i doprowadziła do spętania wszelkich sił ekonomicznych przez bezosobową, ponadnarodową, ultraliberalną elitę. Abstrahując od tego co sądzilibyśmy o kapitalizmie, jest jasne, że cały ten system nie przechodzi kolejnego kryzysu, lecz znajduje się na skraju załamania.
Niezależnie od tego w jaki sposób globalna oligarchia będzie usiłowała ukryć załamanie systemu przed światowymi masami, ludzie w coraz większym stopniu będą podejrzewać jego nieunikniony charakter, a także to, że globalny kryzys finansowy spowodowany przez upadek amerykańskiego rynku kredytów hipotecznych i niektórych banków jest zaledwie preludium światowej katastrofy.
Katastrofa ta może być odłożona w czasie, jest jednak nieunikniona i nie da się jej zapobiec. Światowa gospodarka w swej obecnej formie jest skazana na zagładę.

Kto steruje amerykańską polityką?

 W niekończących się groteskowych i pojawiających się na każdym nieomal kroku wręcz obłędnych konstrukcjach konspirologów to tu to tam przeziera głęboka i złowieszcza rzeczywistość, do której jednak nie jest tak łatwo się dobrać. Z punktu widzenia politologii w pełni racjonalnej, to gwałtownie rosnące zainteresowanie jest w pełni wytłumaczalne. Prawnik i filozof niemiecki Carl Schmitt mówił o istnieniu w społeczeństwie współczesnym dwóch typów władzy – władza bezpośrednia (potestas directa) i władza pośrednia (potestas indirecta). Właśnie ta władza pośrednia, oparta na grupach niesformalizowanych, klubach, towarzystwach pozarządowych i fundacjach, oraz strukturach lobbystycznych i zwłaszcza ŚMP (środkach masowego przekazu), staje się przedmiotem szczególnej, czasami nadmiernej uwagi konspirologów. Oczywiście, podstawowe decyzje podejmowane są przez głowy państw, rządy, parlamenty, instancje sądowe. Gdzie są jednak te decyzje przygotowywane? Kto wypracowuje strategię dużych państw na dziesięciolecia lub wręcz stulecia? Skąd się biorą podstawowe elementy tych strategii?

Z reguły, wszystko to jest dość trudno wyjaśnić jednoznacznie i uwaga analityków sama z siebie stopniowo przemieszcza się na kluby nieformalne, grupy wpływu, oraz na sferę służb specjalnych, których działalność jest świadomie okryta mrokiem i tajemnicą. Tajne towarzystwa i służby specjalne w języku angielskim brzmią bardzo podobnie – secret service i secret society. A gdy dodać do tego analizę „władzy czwartej” – tak zwanych „niezależnych” ŚMP- teoretycznie niezależnych od trzech klasycznych instancji władzy w demokracji (władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej) – ale zależnych od innych licznych czynników- w pierwszej kolejności od specyfiki samego zawodu dziennikarza (gdzie zgodnie z Mac Luhanem „media is a message” – „same ŚMP stają się treścią tego, co one nadają”) , to otrzymamy dziedzinę ogromną i nadzwyczaj zagmatwaną, mętną, której mechanizm nie jest przezroczysty, a wpływ na społeczeństwo, politykę, kulturę, historię – ogromny.

O potrzebie Czwartej Teorii Politycznej

Obecny globalny kryzys finansowy stanowi zwieńczenie szkód poczynionych przez ideologię liberalną, która po pojawieniu się w epoce zachodniego Oświecenia, przez dziesięciolecia zdominowała większość planety.

Niepokojące głosy i krytyka odezwały się pod koniec zeszłego stulecia, wraz z pojawieniem się takich zjawisk jak globalizacja i jednoświatowość. Krytyka ta dochodziła nie tylko ze strony przeciwników zewnętrznych -konserwatystów, marksistów i ludności tubylczej- ale zaczęła się też w obozie społeczności zachodniej. Badacze zauważyli, że współczesny szok globalizacji jest konsekwencją powszechnego liberalizmu, który sprzeciwia się wszelkim przejawom zróżnicowania.[1] Ostatecznym programem liberalizmu jest zniszczenie wszelkich różnic. Dlatego też liberalizm nie tylko podkopuje konkretne zjawiska kulturowe, ale też sam organizm społeczny. Logiką współczesnego zachodniego liberalizmu jest powszechny rynek, pozbawiony kultury innej niż procesy produkcji i konsumpcji.

 

Renesans eurazjatyzmu

Można wskazać na kilka motywów przewodnich obecnych w myśli eurazjatystów klasycznych – należy do nich przekonanie o konieczności reform politycznych przy jednoczesnym zachowaniu tradycji, w tym także tradycji duchowych (za ten aspekt ruch był krytykowany przez bolszewików). Po drugie – podkreślanie przekonania, że Rosja stanowi unikalną, samoistną cywilizację, nie należącą ani do Europy, ani do Azji, która, choć ma określone kontury geograficzne, nie ma granic wyznaczonych przez czynniki etniczne, religijne czy językowe. Po trzecie – uznawanie, że Rosja w dziedzinie modelu państwowości jest dziedziczką zarówno Bizancjum, jak i Złotej Ordy. Po czwarte – priorytet idei nad techniką (w szerokim tego słowa znaczeniu) i gospodarką, co Trubiecki opisywał pojęciem „ideokracja”. Gumilow organicznie uzupełnił ten program koncepcjami komplementarności (tzn. braterstwa narodów Eurazji opartego na głębokich podstawach kulturowych i duchowych, a nie na pragmatycznych interesach, jak w przypadku Europy), pasjonarności i etnogenezy. Współczesny neoeurazjatyzm dokonał reinterpretacji niektórych tez eurazjatyzmu klasycznego, biorąc poprawkę na zmianę historycznych punktów odniesienia, nowe materiały badawcze i opracowania naukowe. Klasyczny materiał uzupełniony został oryginalnymi materiałami autorów zachodnich, związanych z rozmaitymi kierunkami intelektualnymi: narodowym bolszewizmem, poststrukturalizmem, pewnymi elementami filozofii postmodernistycznej. Jako że twórca neoeurazjatyzmu w Rosji profesor Aleksander Dugin dał początek także szkole geopolitycznej w naszym państwie, toteż dzisiejszy ruch eurazjatycki zajmuje czołowe miejsce nie tylko w Rosji, ale także za jej granicami. Należy przy tym zauważyć, że formuje się pokolenie kontynuatorów myśli Dugina, do których należy moja skromna osoba.

Czarne sotnie, czerwone sztandary

Teza autora, inspirowana refleksją Ortegi y Gasseta zawartą w „Buncie mas”, zakłada, że marksistowskie i socjalistyczne komponenty rosyjskiego bolszewizmu są jedynie „historycznym kamuflażem” dla prawdziwie geopolitycznego i bardzo głębokiego historycznie procesu. Dla Agurskiego, Lenin stosował „podwójny język”. Jego prace ortodoksyjnie marksistowskie należy traktować jako dzieła public relations. De facto zgadzał się on z linią Aleksandra Hercena, który odrzucał Zachód i który wspierał inwazję Słowian na Zachodnią Europę. Od początku stulecia, Lenin i bolszewicy przypisywali sobie za cel uczynienie Rosji i Rosjan liderem światowej rewolucji. W tym ujęciu, narodowy bolszewizm stawał się rosyjsko-nacjonalistyczną ideologią, która mogła uczynić politykę sowieckiego systemu uzasadnioną z nacjonalistycznego punktu widzenia i nieuzasadnioną z punktu widzenia marksistów. Tak więc narodowy bolszewizm dokonał zamachu, aby Rosyjskie Imperium, scementowane komunistyczną ideologią, zdominowało świat.

Kaddafi jako tragiczny bohater Trzeciej Pozycji

Pierwszego września 1969 r. grupa oficerów armii libijskiej pod przywództwem dwudziestoośmioletniego pułkownika Muammara Kaddafiego obaliła króla Idrysa I, marionetkę Francuzów i Brytyjczyków. Nowe władze ogłosiły powstanie Libijskiej Republiki Arabskiej. Początkowo rewolucjoniści kierowali się ideami socjalizmu arabskiego i panarabizmu głoszonymi przez prezydenta Egiptu Dżamala Abdula Nassera. Ogłoszona w grudniu 1969 r. tymczasowa konstytucja jako najważniejsze zadanie państwa wskazywała dążenie do zjednoczenia Arabów. Ideały te legły u podstaw masowej partii politycznej – Arabskiej Unii Socjalistycznej. Głównym zadaniem partii było wzmocnienie poparcia mas dal rządu i zaangażowania ich w przeprowadzane na wielką skalę reformy. Głównymi partnerami zagranicznymi Libii stały się Egipt i Związek Radziecki. Rząd rewolucyjny oparł politykę wewnętrzną o zasady sprawiedliwości społecznej. Zlikwidowano amerykańskie i brytyjskie bazy wojskowe. Dokonano nacjonalizacji wszystkich spółek naftowych i zakończono współpracę gospodarczą i wojskową z firmami zagranicznymi.

Zniszczono kształt świata islamskiego

To wiele procesów, które należy rozpatrywać jednocześnie. Dochodzi do końca kryzys narodowych państw pokolonialnych, które dominowały w krajach arabskich, w północnej Afryce, począwszy od pierwszych lat XX wieku. Sto lat istniała narodowa pokolonialna państwowość, miały tam miejsce osobne etapy, kryzysy, próby zjednoczenia, ostatecznie jednak w całej tej strefie utrwalił się system narodowych autorytarnych na pół dyktatorskich reżymów.

Jeśli w przypadku Kaddafiego lub współczesnej Syrii mieliśmy do czynienia z reżymami narodowo-socjalistycznymi, to w pozostałych krajach, jak w Tunezji, gdzie usunęli Ben Alego, mieliśmy do czynienia z prozachodnimi, liberalno-demokratycznymi, kapitalistycznymi reżymami, z dyktaturami.

Horyzonty błotnej rewolucji

Po grudniowych wyborach do Dumy podniosła się fala tym razem poważnego protestu. Jej kulminacją stała się bezprecedensowa co do liczby uczestników (około stu tysięcy osób) i poziomu emocji, przeprowadzona w Moskwie na Placu Błotnym demonstracja, która wysunęła postulat powtórnego przeprowadzenia wyborów. Takiego masowego wystąpienia nie można już zapisać na konto kolejnych drobnych prowokacji karłowatej, prozachodniej, ultraliberalnej opozycji. Skala niezadowolenia przerosła wszystkie dotychczasowe protesty, choć sposób przeprowadzenia pikiety i główni występujący nie odpowiadali nowym realiom, powtarzając zupełnie nieatrakcyjną dla większości Rosjan proamerykańską, ultraliberalną demagogię. 

Tymczasem na Placu Błotnym i innych demonstracjach przeciwko rezultatom liczenia głosów nie sposób nie zauważyć jakościowo nowego sposobu reagowania społeczeństwa na wydarzenia polityczne w kraju. Jeśli władze przypiszą to, co się wydarzyło, wyłącznie na konto kolejnych „światowych zakulisowych gier” i pozostawią wszystko bez zmian, zaryzykują całkowitą klęskę za jakiś czas.

Misja Juliusza Evoli

Evola i Guenon to wzorcowe postacie tradycjonalizmu. Im więcej czasu mija , tym bardziej pokaźny kształt przybiera dzieło Włocha. Żaden z guenonistów – Burkhardt, Valsana, Schuon, nie wspominając o mniej istotnych, nie może choćby względnie równać się Evoli. Guenoniści powszednieją, stali się konformistami i masonami albo wpadli w niedorozwinięty umysłowo “new age”, lecz przypadek Evoli pozostaje pomnikiem ducha w tej ciemnej epoce.

Gdy trzeciopozycyjne reżimy odchodzą w przeszłość, mniej uwagi poświęcamy partyjnym działaczom i przywódcom, lecz postaci takie jak Evola jaśnieją coraz bardziej. I to wzejście wciąż trwa. Za dwadzieścia lat usłyszymy, że Hitler i Mussolini byli politykami, którzy żyli w erze Evoli oraz Heideggera -i podzielali (częściowo i na prymitywnym poziomie) ich poglądy.

Gwiazda Evoli wschodzi nad XXI wiekiem. Nowy tradycjonalizm wynika z jego uważnej i głębokiej lektury. Naszym zadaniem jest odczytać Evolę inaczej, na nowy sposób. Co to znaczy? Postarajmy się nakreślić kierunek owego odczytu jego tez.

Orion albo spisek bohaterów

W pracach Evoli poświęconych różnym zagadnieniom związanym z Tradycją i polityką, zawsze pojawiają się odniesienia do zasady zimna. Temat zimna pojawia się tu i ówdzie, nie zależnie od tego, czy przedmiotem tekstu jest tantra, sytuacja egzystencjalna „Człowieka Samotnego”, buddyzm zen, rycerskie misteria średniowiecznej Europy, sztuka nowoczesna czy uwagi autobiograficzne. „Zimno” i „dystans” wydają się być dwoma słowami najczęściej przewijającymi się w słowniku „Czarnego Barona”.

Bohater, z samej definicji, powinien być zimny. Jeśli nie oddzieli się od tych, którzy go otaczają, nie zamrozi w sobie ciepłej energii zwyczajnego człowieka, nie będzie mógł osiągnąć stopnia na którym dokonuje się tego, co Niemożliwe tj. stopnia który oddziela bohatera od zwykłego człowieka. Bohater musi opuścić ludzi i wędrować poza granicami bezpieczeństwa wytyczonymi przez społeczeństwo, tam gdzie wyją srogie, nieludzkie i przenikliwe wichry obiektywnej rzeczywistości. Ziemia i kamienie powstają przeciw królestwom roślin i zwierząt. Agresywna roślinność karmi się minerałami, a dzikie zwierzęta zawzięcie depczą rośliny. Żywioły znajdujące się poza społeczeństwem nie znają litości. Świat jest bogatą ucztą substancji, a jego korzenie łączą się z blokami kosmicznego lodu. Bohater jest zimny ponieważ jest obiektywny, akceptuje udział w sztafecie spontanicznych sił, wściekłych i bezlitosnych, uciekających od świata.

 

Chaocentryzm

Poszukujący usilnie nowej metafizyki na czasy Postmoderny Aleksander Dugin podążył w kierunku rozpatrzenia Chaosu jako dlań podstawy. Czyni to w przekonaniu o kryzysie dotychczasowej dominacji Logosu, co najpełniej obrazują drogi współczesnej filozofii. Według Dugina Chaos to matryca Logosu – drugi jest zawarty w pierwszym i ustawicznie wyłania się z jego wód. Chaos jest „zasadą” kobiecą, preontologicznym łonem właściwych form życia. Dopiero wyodrębnienie męskości z kobiecości pozwala uhierarchizować ludzki świat. W obliczu zmierzchu logocentryzmu proponuje Dugin zainteresować się perspektywą chaocentryczną, tak żeby w razie potrzeby móc doprowadzić do wyłonienia nowego porządku[i]. Wydaje mi się, iż w penetrowaniu otchłani Chaosu ktoś już rosyjskiego filozofa i geopolityka ubiegł. A może nawet nie tyle ubiegł, co tkwi w Chaosie od zawsze i nigdy nie umiał zdobyć się na uznanie zwierzchnictwa Logosu.

Ponowoczesność to ziejąca otchłań

Nie walczymy tylko przeciwko zachodniemu uniwersalizmowi. To walka przeciw wszelkim uniwersalizmom, także islamskim. Nie możemy zaakceptować dążeń do ustanowienia żadnego uniwersalizmu – zachodniego, islamskiego, socjalistycznego, liberalnego czy rosyjskiego. Nie bronimy rosyjskiego imperializmu czy rewanżyzmu, ale pewnej wizji globalnej i wielobiegunowości opartej na dialektyce cywilizacji. Nasi przeciwnicy twierdzą, że różnorodność cywilizacji implikuje ich starcie. To fałszywe założenie. Globalizacja i amerykańska hegemonia prowadzą do krwawych interwencji i erupcji przemocy między cywilizacjami, w miejscu których moglibyśmy mieć do czynienia z pokojem, dialogiem, lub konfliktem, w zależności od okoliczności historycznych. Ale narzucanie hegemonii implikuje konflikt i pogarszanie się sytuacji w przyszłości. Mówią o pokoju a sami rozpętują wojny. My bronimy sprawiedliwości – nie wojny czy pokoju, ale sprawiedliwości, dialogu i naturalnego prawa każdej kultury do podtrzymania swojej tożsamości i podążania własną drogą rozwoju. Nie tylko historycznego jak czyni multikulturalizm, lecz także na przyszłość. Musimy uwolnić się o tego o pretenduje do miana uniwersalizmów.

Tradycjonalizm, prawica i lewica w epoce Postmoderny

Z drugiej jednak strony, proces upadku społecznego w naszych czasach zaszedł już tak daleko, że normy rzeczywiście sakralnej cywilizacji praktycznie całkowicie zniknęły z pola widzenia, rozpuściły się w dalekiej przeszłości, oddzielonej od nas, od dzisiejszego człowieka, ścianą niezrozumienia, zapomnienia, zobojętnienia. Osiągalnymi historycznie stały się tylko te formy, które same w sobie niosą bądź to spróchnienie i rozkład, bądź to bakcyle nihilistycznego modernizmu. Dlatego często polityczna „skrajna prawica” jest dla prawdziwego tradycjonalisty zbyt „lewicowa”, w rzeczywistości, w której całe spektrum polityczne bezpowrotnie zmienia się w stronę przeciwległą sakralnym normom. W pewnym momencie „konserwatyzm” przestaje w jakimkolwiek stopniu korelować z prawdziwym tradycjonalizmem, tracąc więź z tym, co sakralne, i przeistaczając się w dodatek do antytradycyjnego systemu, zupełnie dla niego nieszkodliwy. W takich mrocznych okresach, Tradycjonalizm Integralny jednoznacznie zwiera się z Rewolucją, z tymi wszystkimi siłami politycznymi, które przeciwstawiają się (nieważne, z jakich powodów) zgrzybiałemu i nienaturalnemu systemowi. W ten oto sposób, tradycjonaliści przejść mogą od „skrajnej prawicy” ku skrzydłu „skrajnie lewicowemu”, rewolucyjnemu, a nawet „socjalistycznemu” i „komunistycznemu”, pozostając przy tym całkowicie konsekwentnymi i logicznymi w swoim postępowaniu. Jak powiadał Moeller van den Bruck, „rewolucji nie należy tłumić, ale z nich korzystać i im przewodzić”.

Strony